Dobre dusze
Każdego dnia na mojej drodze pojawiały się takie dobre dusze. Na przykład Seiko i Takashi oraz Michijo i Satosi, dwie pary, które wzięły mnie „na stopa”. To była świetna okazja, aby wypytać ich trochę o tutejsze zwyczaje. Zostałem zaproszony na obiad. Mogłem wreszcie spróbować Udon – lokalny przysmak. Jest to coś w rodzaju rosołu, z bardzo grubym makaronem, licznymi dodatkami i zapiekanym tofu. Poradziłem sobie dzielnie pałeczkami, przy tym siorbiąc jak należy (to wyraz uznania dla wyjątkowego smaku potrawy). Z tymi pogawędkami to wcale nie było tak łatwo – język angielski znają nieliczni, ale bardzo przydatna jest aplikacja Google Translator i karta internetowa, którą wykupiłem jeszcze w Polsce (120 zł – 3GB). Deszcz siąpił kolejne dni, ale ogólnie nie zrażało mnie to, czerpiąc radość z tej pieszej wędrówki. W końcu spotkałem prawdziwego Henro podróżującego pieszo. Był nim Kenji Nitta, 67-letni artysta malarz. Miał zamiar przejść Shikoku w trzy miesiące. Opowiadał mi o młodzieńczyc...