Posty

Dobre dusze

Obraz
Każdego dnia na mojej drodze pojawiały się takie dobre dusze. Na przykład Seiko i Takashi oraz Michijo i Satosi, dwie pary, które wzięły mnie „na stopa”. To była świetna okazja, aby wypytać ich trochę o tutejsze zwyczaje. Zostałem zaproszony na obiad. Mogłem wreszcie spróbować Udon – lokalny przysmak. Jest to coś w rodzaju rosołu, z bardzo grubym makaronem, licznymi dodatkami i zapiekanym tofu. Poradziłem sobie dzielnie pałeczkami, przy tym siorbiąc jak należy (to wyraz uznania dla wyjątkowego smaku potrawy). Z tymi pogawędkami to wcale nie było tak łatwo – język angielski znają nieliczni, ale bardzo przydatna jest aplikacja Google Translator i karta internetowa, którą wykupiłem jeszcze w Polsce (120 zł – 3GB). Deszcz siąpił kolejne dni, ale ogólnie nie zrażało mnie to, czerpiąc radość z tej pieszej wędrówki. W końcu spotkałem prawdziwego Henro podróżującego pieszo. Był nim Kenji Nitta, 67-letni artysta malarz. Miał zamiar przejść Shikoku w trzy miesiące. Opowiadał mi o młodzieńczyc...

Na drodze

Obraz
Każdy dzień przynosił nowe doświadczenia i przygody. Przyznam, że czułem się trochę dziwnie rozbijając namiot nad oceanem, tuż obok tabliczki Tsunami Area . Do tego była burza w nocy więc modliłem się, aby przeszła bokiem. I przeszła. A rano pełen wigoru ruszyłem pod górę kierując się GPS trackiem. No i zaczęło się przedzieranie. Szkoda, że nie miałem maczety. Setki zerwanych pajęczyn, droga, która nie istnieje, istny Blair Witch Project . Po godzinie udało mi się uwolnić z objęć lian i szczęśliwie wkroczyłem na właściwą ścieżkę. A żar lał się taki, jakbym wsadził głowę do piekarnika. No i rzesze komarów, szerszeni, pająków, zdecydowanie większych jak nasze rodzime, ale i pięknych motyli. Po drodze las bambusowy i pola ryżowe. Wielu pielgrzymów porusza się samochodami kolejno odwiedzając świątynie i kolekcjonując pieczątki. Na swojej drodze spotkałem niewielu Henro podróżujących pieszo. Kiedy jednak już idziesz z plecakiem, to ciągle jesteś czymś obdarowywany. To w końcu zasługa (przyp...

Wkroczylem w teren górski

Obraz
Po kilku dniach wędrówki asfaltową drogą, wkroczyłem w teren górski. Na początku piękny zapach lasu oszałamiał, ale szybko zrobiło się duszno i wilgotno jak w dżungli. Pot lał się strumieniami, co sygnalizowało rychłe odwodnienie. Po 1200 m podejściu osiągnąłem w końcu 12 świątynię. Tutaj wszędzie są automaty z napojami, więc bez problemu zaopatrzyłem się w izotonik. Potem rozpadało się na dobre, a zejście zapowiadało się dość karkołomnie. W jednej ręce parasolka, w drugiej kijek i jakoś się zsuwałem. Nieoczekiwanie pojawiła się chatka pielgrzyma więc skorzystałem z gościnności. Znaczek Henro na przesuwnych drzwiach, a wewnątrz maty tatami i ołtarzyk. Zdjąłem buty i rozgościłem się wewnątrz. Deszcz padał jeszcze dość długo, rano obudziły mnie odgłosy zwierząt z lasu. Stanąłem nawet oko w oko z jeleniem. Cały las parował po ulewnym deszczu. Monsun nie odpuszczał i kolejne dni zmuszony byłem maszerować z parasolką. Siła deszczu jest różna, raz pada słabiej, raz tak intensywnie, że nie da...

Etykieta w świątyni

Obraz
Po dość długiej podróży samolotem (z dwiema przesiadkami) doleciałem szczęśliwie do miasta Tokushima. Mój organizm powoli przestrajał się do strefy czasowej Japonii. Różnica wynosi 7 godzin. Jeśli w Polsce jest południe, to w Japonii już wieczór. Pierwsze wrażenie jest bardzo miłe, to zasługa nagminnych ukłonów – czy to n a lotnisku, ulicy, w sklepie, czy w hotelu. Jest bardzo gorąco i parno. Kończy się monsun i wciąż dominują intensywne opady deszczu, a powietrze przesyca spora wilgotność. Lipiec i sierpień to najtrudniejsze miesiące jakie można wybrać na pielgrzymkę – s tanowczo odradzam. Niestety dla mnie był to jedyny czas, kiedy mogłem wziąć tak długi urlop w pracy. Przede mną pierwsza świątynia Ryozen-ji . Podziwiam piękną architekturę, czytam opis miejsca i chłonę aurę otoczenia. Intensywny zapach kadzideł, wnętrze świątyni przepełnia mrok, a wokół panuje wielka cisza, zakłócana tylko szumem wiatru i strugami deszczu. Jest niewiele osób. Pielgrzymów poznaję po białych stroja...

Świątynie i pielgrzymi

Obraz
  Większość Japończyków określa się jako osoby niewierzące i niereligijne, ale co ciekawe ponad 90% z nich praktykuje zarówno shintō , jak i buddyzm. Czynią tak ze względu na tożsamość narodową i silne przywiązanie do tradycji. W Japonii religie i związane z nimi zwyczaje przeplatają się i nikogo to nie dziwi. Przyjęte jest, że zgodnie z religią shintō celebruje się obrzędy związane z narodzinami i zaślubinami, zaś pogrzeby odbywają się w duchu buddyzmu. Ilustruje to przysłowie: Japończyk rodzi się w shintō, a umiera w buddyzmie. Świątynie buddyjskie i shintoistyczne różnią się od siebie nie tylko stosowanymi stylami architektonicznymi – także sposobem oddawania kultu. Chram shintō łatwo rozpoznać po charakterystycznych, często czerwonych bramach t orii . Są to dwie poziome belki usytuowane na pionowych słupach. Często poniżej nich zwisa gruby sznur spleciony ze słomy ryżowej – shimenawa . Jego zadaniem jest chronienie świętego miejsca poprzez pochłanianie złej energii. Nat...

Shikoku - Japonia

Obraz
Shikoku - Japonia, to cel mojej najbliższej wędrówki. Według większości Japończyków Shikoku, to istny koniec świata. To najmniejsza i najsłabiej zaludniona z czterech głównych wysp Japonii. To wyspa lasów, gór i niezliczonych świątyń. Znana głównie z pielgrzymki Shikoku Henro, podczas której odwiedza się 88 buddyjskich świątyń oraz z festiwalu Awa Odori. Długość szlaku wynosi około 1100 kilometrów, co zajmuje od miesiąca do dwóch. Podczas podróży można podziwiać nie tylko pot ężne wzgórza i szczyty, ale również niesamowity oceaniczny krajobraz i białe plaże wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Z pewnością jest to szlak dla tych, którzy pragną czegoś więcej niż wysokości  i wspinaczek. Pielgrzymkowy charakter trasy pozwala odbyć duchową podróż i zanurzyć się w medytacji. „Ta pielgrzymka nie ma celu w zwykłym sensie, nie ma świętych osób, do których podróżuje… Ta pielgrzymka jest w istocie kręgiem, który nie ma początku ani końca, a więc nie jest ważne, gdzie się zaczyna, ważn...

NIEPOKORNY MNICH 97km

Obraz
 Możesz wszystko – nawet zostać Niepokornym Mnichem.  Cudowne uczucie spełnienia, radości i promieniejącego uśmiechu. Tutaj kończę swoją 4 letnią przygodę z biegami górskimi. Najpierw był półmaraton, potem maraton, ultra 65km i wreszcie koronny dystans 97km, który kiedyś wydawał mi się nieosiągalny.  A jednak można osiągnąć zamierzony cel – trzeba tylko mocno chcieć. Ta energia nadaje życiu nowy sens: wolę walki, odwagę, determinację i pewność siebie.  Ale nic nie przychodzi b ez bólu i ciężkiej pracy. To wczesne pobudki (6:00 rano) pięć razy w tygodniu przez pół roku.  Od 8 – 55 km w deszczu, śniegu, czy upale, przy świetle „czołówki” i z niezliczoną ilością obszczekujących psów na drodze.  I niech nikt nie myśli, że biegi górskie to to samo, co asfalt. Kiedy masz przed sobą ponad 4 tys metrów przewyższenia musisz mieć mocną wolę walki. Do tego dochodzi mnóstwo drobnych lecz ważnych spraw, jak nasmarowania i oklejenia stóp, dobrania butów, ubioru (na zmien...